deutsche version english version
Lubin 1982
główna  fotografie  archiwum  wystawy  wydawnictwa  linki  forum  blog  kontakt


:: nowy wpis :: wszystkie wątki
syn kiedyś tak napisał o ojcu
autor: kaha, 30.08.2011 15:28
:: odpowiedz
DUMNI Z RODZICÓW - to hasło dotyczy także mnie

31 sierpnia 1982 roku mój tato, jak zwykle poszedł rano do pracy. Był górnikiem i pracował pod ziemią w kopalni "Rudna". Wszyscy mieszkańcy Lubina i okolic wiedzieli, że w tym dniu o 15.30 na lubińskim rynku będzie przeprowadzona manifestacja "SOLIDARNOŚCI" w drugą rocznicę podpisania porozumień sierpniowych w Gdańsku i Jastrzębiu. Mój tato wrócił z pracy do domu o godzinie 15.00, zjadł obiad i zamierzał udać się na tę manifestację. Gdy stał już w progu drzwi, moja babcia prosiła go o to, żeby nie szedł tam i "nie pchał się, gdzie nie potrzeba". Tato uśmiechnął się i wyszedł. Miał wtedy 24 lata...

Ja urodziłem się 10 lat później, nie pamiętam czasów PRL-u. Moja mama opowiadała mi, że latem 1980 roku w Polsce odbywały się liczne strajki m.in.: w Gdańsku i Jastrzębiu. Ludzie protestowali przeciwko sytuacji gospodarczej w Polsce; walczyli o godność osobistą, o poprawę jakości życia, o wolne związki zawodowe oraz lepsze zarobki. Po wielu dniach strajkowania, 31 sierpnia 1980 roku ówczesna władza podpisała ze strajkującymi załogami zakładów pracy porozumienia.

Miałem siedem lat, kiedy pierwszy raz z uwagą słuchałem jak tato opowiadał o tamtym dniu. W naszej rodzinie często mówi się o tym, co się wydarzyło. Babcia do dziś przypomina, jak prosiła syna, by został w domu, lecz mój tato nie żałuje tego, że poszedł na Rynek. Opowiada wtedy, jak to się stało. Wspomina: "Na rynku było dużo ludzi, na ulicy był ułożony z kwiatów krzyż, milicja nawoływała do rozejścia się. Ludzie zgromadzeni w Rynku śpiewali pieśni narodowe i patriotyczne. Wołali, żeby znieść stan wojenny oraz uwolnić więzionych i internowanych. Po chwili milicjanci zaczęli strzelać petardami oraz rzucać granaty z gazem łzawiącym. Ludzie zaczęli uciekać między blokami. Trudno było oddychać. Pobiegłem w kierunku dzisiejszego CK "MUZA", potem przez park w kierunku ulicy Mieszka I. Widziałem uciekających i przerażonych ludzi, którzy mówili, że strzelają z ostrej amunicji, że są zabici i ranni. Jeszcze wtedy nie wierzyłem, że jest to możliwe. Po chwili sam usłyszałem, że strzały są oddawane z "kałasznikowa". Potrafiłem odróżnić "ślepaki" od ostrej amunicji, ponieważ cztery miesiące wcześniej byłem jeszcze w wojsku. Przebiegłem przez podwórka w okolicę murów obronnych. Tam stanąłem i przyglądałem się temu, co się dzieje. Ręce trzymałem w kieszeniach, nagle poczułem silny ból lewej dłoni, wyciągnąłem ją i zobaczyłem, że jest cała we krwi. Przeraziłem się, ale wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się naprawdę stało. Byłem ranny także w brzuch oraz w prawe przedramię, ponieważ stałem bokiem do linii strzału. Stojący obok kolega podarł swoją koszulę i opatrzył mi ranę. Powoli traciłem siły, pamiętam jeszcze, że ludzie zanieśli mnie w okolice Małego Kościoła, a stamtąd, jak później się dowiedziałem, Jan Madej swoim maluchem zawiózł mnie do szpitala."

Zdjęcie przedstawia mojego tatę niesionego przez manifestantów tuż po postrzale, fotografia pochodzi z książki Stanisława Śniega ALARM DLA MIASTA LUBINA
(nazwisko autora zdjęcia nieznane)

Mój tato do dziś wspomina, że długo leżał w szpitalu. Mówi, że w trakcie pobytu był przesłuchiwany przez wojskowych prokuratorów. Potem co roku, gdy zbliżała się rocznica tych wydarzeń, dostawał wezwania do stawienia się w komisariacie w celu przesłuchania go odnośnie tego, co będzie robił w dniu rocznicy. Tak było do 1989 roku.

Wspólnie z ojcem oglądałem kiedyś zdjęcia z tych wydarzeń - widziałem milicjantów strzelających do uciekających, bezbronnych ludzi. Milicjanci wychylali się z nysek uzbrojeni po zęby, trzymając w rękach karabiny. Niektóre zdjęcia uwidaczniały ostrzelane mury bloków i kościołów, dziury od kul w szybach sklepowych oraz klatek schodowych. Byłem poruszony sytuacjami utrwalonymi na fotografiach. Czułem przerażenie i strach. Zrozumiałem, że zginęli niewinni ludzie.

W tym roku obchodziliśmy 25-rocznicę wydarzeń lubińskich, dziś mówi się o tych faktach Zbrodnia Lubińska. Obecnie mam 15 lat i dobrze wiem, że dwadzieścia pięć lat temu milicja i oddziały ZOMO strzelały do bezbronnych ludzi, którzy wcale nie chcieli robić nic złego. Zabito trzech mężczyzn, a jedenaście osób ciężko okaleczono. 31 sierpnia bieżącego roku odbyły się w Lubinie wielkie uroczystości. Tego dnia rano moi rodzice ubrali się odświętnie i udali się do kościoła pw. Świętego Maksymiliana Marii Kolbe, gdzie sprawowana była msza św. w intencji poległych i rannych. Na uroczystości obecny był Prezydent RP Lech Kaczyński oraz członkowie władz Solidarności i władz samorządowych, parlamentarzyści i mieszkańcy miasta. Uroczystą mszę św. koncelebrowało kilkudziesięciu dostojników kościelnych, m.in. kardynał Józef Glemp oraz metropolita wrocławski kardynał Henryk Gulbinowicz. Po zakończeniu mszy uroczystość przeniosła się w okolice pomnika upamiętniającego wydarzenia z 1982 roku. Tam Prezydent wręczył zasłużonym osobom odznaczenia państwowe. Wśród nich znalazł się mój tato. Został on odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.


Mój tato nigdy nie uważał się za bohatera, lecz zawsze powtarzał, że gdyby trzeba było to poszedłby tam jeszcze raz wiedząc, co go spotka. Z historii wiem, że najwięksi bohaterowie „przelewali krew” za swoją ojczyznę. O moim tacie również można tak powiedzieć, dlatego jestem z niego dumny.

Teraz dwadzieścia pięć lat po tych wydarzeniach Polska jest wolnym krajem, każdy ma prawo do wolności słowa, do zakładania wolnych związków zawodowych. Szesnaście lat temu odbyły się w Polsce pierwsze po wojnie demokratyczne wybory parlamentarne. Kiedy moi rodzice wspominają czasy, gdy żywność, odzież i środki czystości były reglamentowane poprzez system kartkowy, to nie mogę w to wierzyć. Jest dla mnie dziwne to, że wyjazdy za granice były praktycznie nieosiągalne dla przeciętnych ludzi. Może właśnie dzięki takim osobom, jak mój tato, które nie bały się w latach osiemdziesiątych wyjść na ulice i zamanifestować przeciwko temu, co działo się wtedy w naszym państwie, możemy dziś cieszyć się wolnością. Między innymi dzięki temu możemy swobodnie podróżować po całym świecie.
Wydarzenia z 31 sierpnia 1982 r. w Lubinie przyczyniły się do rozwoju polskiej gospodarki, przemysłu oraz do tego, że ludziom żyje się lepiej i mają dostęp do wielu dóbr. To właśnie ludzie tacy jak mój tato, nie bohaterowie z definicji, lecz zwykli obywatele, pragnący wolności dla siebie i bliskich, stali się prowodyrami zmian w Polsce. Zmian, koniecznych, by żyć „pełną piersią” i smakować wolności i prawa wyboru, tak bardzo obcego w okresie komunizmu. To właśnie dzięki nim moimi zmartwieniami jest czasem zbyt duży wybór opcji, niż ich brak. Muszę oraz chcę o tym pamiętać.


syn kiedyś tak napisał o ojcu ( autor:kaha, 30.08.2011 15:28 )
    Odp. syn kiedyś tak napisał o ojcu ( jarek , 31.01.2012 17:29)

 

punktna początek strony

© Krzysztof Raczkowiak