deutsche version english version
Lubin 1982
główna  fotografie  archiwum  wystawy  wydawnictwa  linki  forum  blog  kontakt


:: nowy wpis :: wszystkie wątki
Z wielką przyjemnością obejrzałem Pana stronę
autor: Tomasz Struk, 27.12.2005 09:48
:: odpowiedz
Mam 31 lat, więc w momencie gdy miały miejsce wydarzenia 1982 r., byłem zaledwie 8-latkiem, jednak w pamięci, niczym na pańskich kliszach, utrwaliły mi się "klatki" ze stanu wojennego. Pamiętam "suki" krążące po ulicach oraz fakt, że wraz ze starszymi kolegami obrzucaliśmy je (właściwie starsi koledzy) kamieniami. Znajomość terenu i "betonowa dżungla" powodował, że byliśmy nieuchwytni dla rozwścieczonych zomowców.
Mój ojciej pracował jako górnik strzałowy w ZG Lubin i często przynosił prasę i wieści o sytuacji. Pamiętam strach i pytania do matki, "czy to już wojna ?" Pamiętam również lęk gdy patrole milicji i zomo ostrzeliwały balkony z gazu łzawiącego. Jednak nawet mimo tego, że byłem dzieckiem (mieszkałem na Przylesiu - na ulicy Pawiej, a więc w dzielnicy robotniczej - górniczej) pamiętam doskonale ludzkie zawzięcie, upór, solidarność i wzajemną życzliwość. Wszyscy przeciwnicy systemu wspierali się nawzajem, zdarzało się, że uciekając przez patrolami swoje drzwi uchylali nam zupełnie obcy ludzie.
Pamiętam także scenę, która bardzo wyraźnie maluje się w mojej pamięci. Mam kuzyna, starszego ode mnie o 5 lat. Wówczas często prowadzał mnie w przeróżne miejsca, aby obserwować co dzieje się na mieście. Pewnego dnia (niestety nie pamiętam dat) weszliśmy na dach najwyższego bloku w ciągu ul. Pawiej. I wtedy zobaczyłem sceny niczym z obrazu Matejki "Bitwa pod Grunwaldem" - tłum ludzi walczący na wiadukcie prowadzącym na osiedle Przylesie z zomowcami. Szala przechylała się raz na jedną, raz na drugą stronę. W końcu jednak ludzie zostali wyparci.
Z dobrych wspomnień, mam dwa - fakt podpalenia milicyjnych ogrodów działkowych ;) oraz przyjazd wojska na moją ulicę (tuż za blokami)przy budowanym wiele lat "centrum". Dzieciaki były nieufne, co wynikało zapewne ze złych skojarzeń "mundurowych". Jednak po krótkiej chwili okazało się, że żołnierze są niezwykle przyjaźnie nastawieni do ludności i bez lęku kręciliśmy się koło żołnierzy, którzy okazywali nam swoją symaptię.

Ot takie wspomnienia bardzo młodego człowieka. Jak na ironię losu, mój ojciec, wówczas wielki zwolennik Solidarności, ma brata, który służył wtedy w milicji. Całe szczęście młodszy brat (milicjant) słuchał starszego :)
Z wielką przyjemnością obejrzałem Pana stronę ( autor:Tomasz Struk, 27.12.2005 09:48 )

 

punktna początek strony

© Krzysztof Raczkowiak